Thursday, September 29, 2011

Opryski chemiczne - walka z globalnym ociepleniem, czy trucie społeczeństwa?

Bez względu na to jaka jest odpowiedź na to pytanie, to program rozpylania aerozoli pokrywany jest z kieszeni podatników.


"Skoro częściowo poznaliśmy już prawdziwą wolność słowa i demokrację, jaką funduje nam współczesny, cywilizowany świat łącznie z naszym „wielkim bratem”, powinniśmy zajrzeć na nasze podwórko. Mam nadzieję, że niektórzy z państwa zechcą zobaczyć to, co i ja widzę. Otóż, kiedy polska armia „zwąchała” się z „wielkim bratem” zza oceanu i przystąpiła do NATO „panowie z gwiazdkami”, u samego szczytu, szybko podjęli decyzję, że trzeba nasze biedne społeczeństwo ratować przed ociepleniem klimatu i ostro w tajemnicy przed społeczeństwem wzięli się do roboty. I byłoby wszystko w porządku gdyby moja ciekawość nie zmusiła mnie do przeczytania w gazecie „anarchistów” NEXUS-ie z listopada i grudnia 1999 r. artykułu: „Chemiczne smugi – trucizna spadająca z nieba”, a następnie w numerze ze stycznia i lutego 2002 artykułu: „Chemiczne smugi – tajna kontrola klimatu”. Może byłoby wszystko OK, żeby nie zaczęło mi to dokuczać. Pracując w ogrodzie na „świeżym” powietrzu przez dłuższy czas nie mogłem zrozumieć, dlaczego latem przy pięknej pogodzie zaczynałem kichać jak przy grypie, bez powodu, lub byłem osłabiony bez jakiejkolwiek przyczyny, gdyż zawsze byłem zdrowy i nigdy nie chorowałem. Bywały dni (przy pięknej pogodzie), że
musiałem się położyć, a co ciekawe w domu po krótkim czasie nic mi nie było. W końcu skojarzyłem, że przyczyną osłabienia i kichania była szara mgła, która nawet w upalny i bezchmurny dzień unosiła się w powietrzu. Była to siwa zawiesina, jakby kurz, a widoczność w niektóre dni nie wynosiła kilka kilometrów. Nie żyję na tej ziemi kilka lat i pamiętam czasy, kiedy można było widzieć na odległość kilkudziesięciu kilometrów bez jakiegokolwiek zamglenia. Szybko skojarzyłem to z przelatującymi wojskowymi transportowcami i zacząłem je obserwować. Białe linie zostawiane za samolotami były przyczyną mgły. Po roku nie miałem już wątpliwości, że wojsko podjęło proceder sterowania pogodą i blokowania słońca. Robiłem zdjęcia, obserwowałem przez lornetkę i lunetę, poznałem taktykę opylania i ich godziny. A zaczyna się to mniej więcej tak. Przy bezchmurnej pogodzie i wolnym od chmur niebie (przeważnie po deszczu) około 6-7 rano w zasięgu wzroku (np. Legnica) wylatują 2-3 transportowe samoloty (nie oznaczone, pewnie zapomnieli lub z innego kraju i nikt o nich nie wie) na wysokości około 5-10 km nad ziemią (latają na dwóch pułapach) i robią kilka krótkich kresek. Po pewnym czasie wiatr zamienia je w małe chmurki. Im więcej przelotów tym więcej powstaje chmurek. Kiedy jest ich coraz więcej i łatwiej się nad nimi ukryć zaczynają sypać normalne wielokilometrowe smugi aż do opróżnienia zbiorników. Po zrzuceniu ładunku samolot wraca, ale już bez białej smugi i trudno wtedy już go zauważyć, gdyż z daleka jest tylko małą, srebrną kreseczką, nie rzucającą się w oczy obserwatora z ziemi. Zdarza się też, że samolot nagle skręca i leci w miejsce gdzie znajduje się wolna przestrzeń błękitu pomiędzy chmurami, lub przelatują obok siebie jeden ciągnący białą wielokilometrową smugę, a drugi ledwie widoczny gdyż jest tylko srebrnym punktem. Wiatr robi swoje i białe długie linie za samolotami zamieniają się z czasem w piękne białe chmury. Linie takie utrzymują się przy bezwietrznej pogodzie nawet kilka godzin, powoli się rozrzedzając i zamieniając w normalne chmury. Na początku często przypominają watę cukrową, aż do momentu, kiedy ilość pyłu jest wystarczająco duża, aby powstała chmura. Aby utrzymać zagęszczenie chmur i być mało widocznym, piloci nasypują nad chmurami coraz większe ilości pyłu. Jeżeli ktoś z czytelników tej książki wyjrzy przez okno, to może zobaczy na niebie lecący samolot, a za nim białą smugę. Nie będzie to już iluzją, zobaczy to, czego wcześniej nie widział tak jak z pryszczem na nosie. Nie wiem, jakie składniki wchodzą w skład tego pyłu, mogę się domyślać, że jak wynika z tekstu artykułu w NEXUS-ie jest to aluminium i krzem. Byłoby to zgodne z logiką, gdyż one najbardziej odbijają promienie słońca. Ale jeżeli dodawane są jeszcze odpady chirurgiczne i toksyczne oleje transformatorowe tak jak sugeruje treść artykułu, byłby to zwykły mord na ludności. Wiadomo, że cząsteczki pyłu kumulują parę wodną, co pociąga za sobą częste opady deszczu lub śniegu, a najgorsze jest to, że wraz z pyłem opadają drobnoustroje, które żyją na dużych wysokościach i mają inne warunki bytowania niż człowiek żyjący na ziemi. Może to powodować powstawanie chorób, na które nie jesteśmy uodpornieni, a także może być przyczyną wielu groźnych chorób, o których istnieniu nie zdajemy sobie sprawy. Natomiast, jeżeli do pyłu dodawane są odpady chirurgiczne lub olej transformatorowy w celu pozbycia się ich jako odpadów lub celowego ich rozpylania, żeby osłabić nasz system odpornościowy, byłoby to robione celowo i z premedytacją i zamieszany byłby w to przemysł farmaceutyczny, a na pewno jego chciwa elita. Osoby, które wiedzą coś na ten temat powinny ujawnić taką informację którejś z niezależnych gazet np. „Nie” lub „Fakt”, ale nie drogą telefoniczną tylko przez kuriera lub internetem. Z pięciu listów, które wysłałem na ten temat do redakcji gazet nie dotarł żaden. Ktoś przechwycił listy i zdjęcia żeby nie ujrzay światła dziennego, kto, chyba nie trudno się domyśleć? Jeżeli się ma aparat fotograficzny nie jest to wielką tragedią, a na dzień dzisiejszy informacji powstrzymać się już nie da, można ją tylko spowolnić. Wiele osób zarzuci mi zaraz, że nie jest to żaden pył, tylko smuga kondensacyjna za samolotem. Oczywiście, że może to być smuga kondensacyjna, ale mało kto wie i zastanawia się nad tym, że żeby powstała smuga kondensacyjna muszą być spełnione dwa warunki: temperatura w okolicy samolotu musi wynosić – 60 º C, a wilgotność powietrza minimum 70 %. Dodam też, że zgodnie z prawem termodynamiki związanym z wymianą ciepła w otoczeniu, czas trwania takiej smugi wynosiłby około 20 sekund. Jest to czas maksymalny, w którym temperatura otoczenia wyrównałaby różnicę temperatur, a efekt smugi kondensacyjnej zostałby rozproszony. Typowym przykładem może tu być, np. garnek z gorącą wodą. Para unosząca się z garnka znika gdyż oddaje ciepło do otoczenia i po paru sekundach już jej nie widać. Twierdzenie przez „znawców tematu”, czy pilotów, że jest to smuga kondensacyjna jest zwykłym kłamstwem, lub iluzją, w którą uwierzyli pod dyktando systemu. W nawiązaniu do informacji, jakie podałem nie jest możliwe utworzenie smugi kondensacyjnej przez samolot w miesiącach letnich, gdyż temperatura na wysokości np. 9-12 tys. metrów nie przekracza – 50ºC. W oparciu o obliczenia wykonane w Laboratorium Lavrence’a koszt programu opylania powietrza szacowany jest na miliardy dolarów rocznie. W warunkach polskich, gdzie na armię przeznaczone jest około 12 mld złotych z kwoty tej dość znaczna część jest wyrzucana w powietrze. Należy zadać sobie kilka pytań: jakie koszty ponosimy My jako społeczeństwo, jakie są możliwości kontrolowania kosztów tego przedsięwzięcia ukrytego pod szyldem tajemnicy państwowej? Kto zarabia i bogaci się na tym interesie? Kto za tym stoi? Jakie są efekty działania na nasz organizm? Z informacji, jakie posiadam wynika, że wraz z pyłem trafiają do naszych organizmów zmutowane kultury wirusów i bakterii w ilościach, z którymi nasz układ odpornościowy nie może sobie poradzić. Efekty działania, ogólne osłabienie, częste bóle głowy, objawy grypo-podobne, coraz częstszy nieżyt dróg oddechowych, astmy, alergie. Zastanawiając się nad tym procederem ratowania ludzkości przed ociepleniem klimatu, zastanawiam się nad tym, czy profesor, który to wymyślił, a którego nazwiska lepiej nie pamiętać (można je znaleźć w NEXUS-ie), był człowiekiem o zdrowych zmysłach, czy też działał pod presją „kogoś” innego. Po pierwsze rozsiany pył przechwytuje i zatrzymuje promienie słońca, co powoduje podgrzanie atmosfery. Promienie słońca zamiast swobodnie przejść przez atmosferę są pochłonięte lub odbite od pyłu. Po drugie ilość paliwa spalanego podczas lotu, a jest to około 8-10 tys. litrów na godzinę dla jednego samolotu, wytwarza dodatkowo ogromne ilości ciepła wydalanego przez silniki, a także zubaża atmosferę w tlen. Po trzecie ciągle opadający pył jest czynnikiem osłabiającym ludzki organizm, oraz wszystkich organizmów żyjących na ziemi. Oczywiście, nasi przywódcy czy też armia nie zastanawiają się nad skutkami tej działalności w niedalekiej przyszołści, dla samych siebie i następnego pokolenia. Uwierzyli „wielkiemu bratu” i posłusznie wykonują jego polecenia. Rozpatrując te trzy warianty, sama logika podpowiada, że chyba nie chodzi tu o ratowanie ludzi przed ociepleniem klimatu lecz o robienie biznesu. "

Żródło: książka JANA MARIANA TARATAJCIO "ŁAŃCUCH ŻYCIA".
ŁAŃCUCH ŻYCIA.pdf

No comments:

Post a Comment